poniedziałek, 27 grudnia 2010

James Caviezel: aborcja jest wielkim złem

Aborcja jest „największym moralnym defektem zachodniego świata” – stwierdził James Caviezel, hollywoodzki aktor znany z takich filmów jak: „Pasja” czy “Cienka czerwona linia”. Aktor wypowiedział się na ten temat podczas promocji swojego najnowszego filmu „The Stoning of Soraya M.” w Hiszpanii – informuje Fronda.pl.

Odtwórca roli Jezusa w „Pasji” powiedział, że gdy mężczyzna zabije innego mężczyznę na wojnie, to odbieramy to jako zło. Natomiast zabicie dziecka to podniesienie poprzeczki o stopień wyżej.

– Kiedy matka zabije własne dziecko to występuje przeciwko naturze i przeciwko swojemu instynktowi. Ludzie mówią o „wyborze”, jednak kiedy kobieta niszczy życie swojego nienarodzonego dziecka to przekracza pewien limit. Nie ma wyższego poziomu zła – powiedział aktor. Caviezel przypomniał, że od 1973 roku w USA dokonano 50 milionów aborcji i jest to liczba porównywalna z ofiarami II wojny światowej. Aktor dodał, że następnym krokiem w wykańczaniu populacji jest “tzw. prawo do śmierci” czy "eutanazja”.

Przywołując słowa Matki Teresy, Caviezel zaznaczył, że aborcja jest wielkim złem i „doprowadzi świat do nuklearnej zagłady”.

link



Aktor jest zdeklarowanym katolikiem i wspiera grupy pro-life. Adoptował również dwie niepełnosprawne dziewczynki z Chin – informuje Fronda.pl

sobota, 17 lipca 2010

Krwawiąca figura Pana Jezusa z Yerba Buena

Do jednej ze świątyń w argentyńskiej miejscowości Yerba Buena pielgrzymują tysiące wiernych, po to by zobaczyć figurkę Jezusa, która roni krwawe łzy. Wg pielgrzymów to cud. Przedstawiciele Kościoła radzą jednak zachować ostrożność w ferowaniu wyroków dopóki sprawa nie zostanie dogłębnie zbadana.

Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy dwóch mężczyzn, którzy nawiedzili Kaplicę Najświętszego Serca Pana Jezusa w Yerba Buena zauważyło jak z rzeźby przedstawiającą Ostatnią Wieczerzę zaczyna wypływać przypominająca krew substancja. Płyn zaczął wyciekać z czoła Chrystusa i spływać po jego policzku. Zdaniem kapłana z lokalnej parafii, domniemana krew wypływa z miejsca w czole, w które wbita jest korona cierniowa.

Wraz z napływem kolejnych wiernych, przedstawiciele archidiecezji przestrzegli przed zbyt pochopnym wyciąganiem wniosków. Tymczasem ksiądz z lokalnej parafii, Jorge Gandur, zebrał już próbkę płynu, która wkrótce zostanie poddana badaniu przez naukowców. "Jeśli to jest coś dokonanego przez Boga, zachowa swoją ciągłość, jeśli odpowiedzialni są za to ludzie, zniknie." - powiedział ksiądz.

Watykan podchodzi do podobnych rewelacji z dużą ostrożnością. W przeszłości, w podobnych okolicznościach niejednokrotnie dochodziło bowiem do fałszerstw.

 link

Krwawiąca figurka Matki Boskiej z Guadelupe

Pochodzący z Gwatemali Juan Carlos Ramos twierdzi, że w jego posiadaniu znajduje się niezwykła figurka przedstawiająca wizerunek Matki Boskiej z Guadelupe, która roni krwawe łzy.

Młodzieniec wyznał reporterom agencji AFP, że oprócz tego, że wszedł w posiadanie cudownej - jego zdaniem - figurki, w ostatnim czasie był też nawiedzany przez Matkę Boską w snach. W ich trakcie Maryja miała mu przepowiedzieć nadejście dwóch tragicznych kataklizmów: erupcję wulkanu Pacaya w Gwatemali oraz przejście tropikalnego sztormu Agata. Obie katastrofy zebrały śmiertelne żniwo.
Matka Boska z Guadelupe jest od kilku wieków obiektem kultu religijnego. Zgodnie z wierzeniami, w grudniu 1531 r. zaczęła się ukazywać św. Juanowi Diego na wzgórzu Tepeyac. Objawienia trwały przez kilka dni, a ich ukoronowaniem był cud - za sprawą Matki Boskiej powstał obraz przedstawiający jej wizerunek. W miejscu objawień wybudowana została świątynia. Cud został uznany przez Kościół.
Oczywiście nie wiadomo, czy relacje Juana Carlosa Ramosa oraz rzekome dowody w postaci figurki roniącej krwawe łzy, możemy rozpatrywać w kategoriach cudu. Na razie nie zaprezentowano żadnych wyników badań. Ogłoszenie cudu w tego typu przypadkach zachodzi bardzo rzadko i poprzedzone jest wieloletnimi oraz żmudnymi ekspertyzami.

link

wtorek, 27 kwietnia 2010

Podczas chrztu woda utworzyła kształt Różańca

Piękne zdjęcie udało się zrobić podczas sakramentu chrztu w Meksyku. Obiektyw aparatu uchwycił chwilę, w której woda święcona przybrała kształt Różańca.

link

niedziela, 25 kwietnia 2010

Czy aby nie za dużo?

Kochani czytelnicy, ostatnio zamieściłem sporo postów, których treść była dość rozwinięta. Artykuły te musiałem  dzielić dodając linka "Czytaj Więcej" bo w przeciwnym razie zajmowałyby zbyt dużo miejsca na stronie głównej. Zastanawiam się czy w przyszłości nie tworzyć bardziej skondensowanych postów, które jedynie zaznaczałyby dany problem. Dajcie znać co myślicie o ewentualnym odchudzeniu postów.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że odwiedzanie mojego skromnego bloga. Przekazujcie dobrą nowinę dalej! Niech wam dobry Bóg błogosławi.

Maryja Królowa Polski

Cześć Matki Bożej w Polsce jest tak stara jak dzieje samego narodu. Pierwsza świątynia w Gnieźnie była zbudowana pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pie­rwszy utwór napisany w języku ojczystym to pieśń „Bogarodzica". Pełne jednak upo­wszechnienie i unarodowienie kultu Matki Bo­żej przypada na epokę Wazów. Zanim jednak w katedrze lwowskiej padły uroczyste słowa Jana Kazimierza, oddającego koronę polską Maryi, Najświętsza Panna sama ogłosiła się Królową Polski.

Za czasów króla Zygmunta III Wazy żył w Neapolu sławny ze swej świętości jezuita, o. Juliusz Mancinelli. Odznaczał się szczególnym nabożeństwem do Niepokalanej i świętych po­lskich. 14 sierpnia 1608 r. w wigilię Wniebo­wzięcia Najświętszej Maryi Panny, ukazała mu się Maryja z Dzieciątkiem Jezus. U jej stóp klęczał św. Stanisław Kostka, O. Juliusz nigdy nie widział Matki Bożej w tak wielkim maje­stacie. Pragnął pozdrowić Ją takim tytułem, jakim jeszcze nikt Jej nie uczcił. Wtedy Maryja powiedziała: Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie. W krótkim czasie potem, za pozwoleniem swych przełożo­nych, którzy objawienie to zbadali, o. Mancinelii przekazał tę radosną wiadomość ks. Piot­rowi Skardze i jezuitom w Polsce. Oni z kolei donieśli o tym królowi.

O. Juliusz miał już 72 lata, kiedy objawiła mu się Matka Boża, lecz pomimo swego pode­szłego wieku postanowił odwiedzić ten kraj, który Maryja szczególnie umiłowała. Wybrał się więc piechotą do Polski. 8 maja 1610 r. doszedł do Krakowa, gdzie był entuzjastycznie witany przez króla i wszystkie stany. Swoje pierwsze kroki skierował do Katedry Wawelskiej. Tutaj ponownie ukazała mu się Maryja w wielkim majestacie i powiedziała: Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką Tego Narodu, który jest mi bardzo drogi więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj Mnie nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz miłosierną.

Na pamiątkę tego wydarzenia mieszkańcy Krakowa umieścili na wieży kościoła Mariac­kiego koronę. Kiedy w 1655 roku w granice Polski wdarli się Szwedzi, a opuszczony król musiał uciekać poza granice kraju, zrozpaczeni biskupi pisali do papieża: „Zginęliśmy, jeśli Bóg nie zlituje się nad nami". Wtedy Ojciec Święty Aleksander VII, powołując się na objawienie o. Juliusza Mancinelli odpowiedział: „Nie, Mary­ja was uratuje, to Polski Pani. Jej się poświęć­cie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoś­cie, przecież sama tego chciała". Król Jan Kazimierz, stosując się do rady papieża, 1 kwie­tnia 1656 r. złożył uroczysty ślub, ogłaszając Maryję Królową Polski.

Od tej chwili Matka Boża wzięła losy naszego narodu w Swoje dłonie. Ocaliła Polskę nie tylko od potopu szwedzkiego, lecz wiele razy okazy­wała nam Swoją potęgę i miłosierdzie. Nunc­jusz apostolski Pignatelli, późniejszy papież Innocenty XII powiedział do hetmana Stani­sława Jabłonowskiego: „Szczęśliwe narody, które mają taką historię, jak Polska, szczęśliw­szego od was nie widzę państwa, gdyż wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymow­ne; obyście to tylko zrozumieli sami".

 „Mały Apostoł” – maj – 1993 r. – Pallotyni - Maria Chojnowska


sobota, 24 kwietnia 2010

Czy to nie dziwne?


Czy to nie dziwne, że 100 zł wydaje się być dużą kwotą kiedy przeznaczasz je na Kościół, ale niewielką kiedy robisz zakupy?

Czy to nie dziwne, że godzina w kościele ciągnie się w nieskończoność, ale przemija szybko kiedy oglądasz film w telewizji?

Czy to nie dziwne, że tak ciężko jest nam zmusić się do spotkania z Bogiem w modlitwie, ale zawsze mamy ochotę na pogawędkę przyjacielem?

Czy to nie dziwne, że tak ciężko i nudno jest przebrnąć przez choćby jeden rozdział Biblii, ale łatwo jest przeczytać 100 stron popularnej powieści?

Czy to nie dziwne, że na meczu każdy chce siedzieć w pierwszym rzędzie, ale w kościele ludzie wolą miejsce w ostatniej ławce?

Czy to nie dziwne, że o święcie kościelnym chcemy wiedzieć z tygodniowym wyprzedzeniem, aby uwzględnić je w swoich planach, ale inne okazje uwzględniamy nawet na ostatnią chwilę?

Czy to nie dziwne, że tak trudno nauczyć się nam jakiejś prawdy o Bogu aby podzielić się nią z innymi, a jednocześnie z  łatwością zapamiętujemy i rozpowszechniamy plotki?

Czy to nie dziwne, jak ludzie łatwo wierzą w to co przekazują media, a jednocześnie nie mają najmniejszych skrupułów przed podważaniem prawd Pisma Świętego?

Czy to nie dziwne, że każdy chce pójść do Nieba, a jednocześnie mało kto robi to co należy aby się do tam dostać?

Czy to nie dziwne, jak chętnie wysyłamy e-maile z dowcipami do znajomych, ale kiedy mamy wysłać im wiadomość dotyczącą Boga zastanawiamy się dwa razy zanim ją wyślemy?

CZY TO WSZYSTKO NIE JEST DZIWNE?

-Autor nieznany

link